Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny
Strona główna · Noclegi · Artykuły · Wydarzenia · Fotogaleria · Do pobrania · Linki · ForumLuty 19 2019
Menu
Strona główna
Karpaty Wschodnie
Informacje praktyczne
Artykuły
Wydarzenia
Fotogaleria
Do pobrania
Linki
Forum
Kontakt
Szukaj
Ostatnie Artykuły
Karpaty Wschodnie Ja...
Album fotograficzny ...
Geologiczna podróż p...
Konserwacja szlaków ...
Mapa Czarnohora dla ...
Użański Park Narodow...
Szlaki turystyczne w...
Użański Park Narodowy
Huculska Izba Muzeal...
Czarnohora i Karpaty...
Akcja Świdowiec
III Karpacka Biesiad...
Ankieta
Czy popierasz inicjatywę znakowania szlaków w ukraińskich Karpatach?

Tak

Nie

Nie mam zdania

Losowe zdjęcie


Świdowiec
Ratownictwo
Ratownictwo
Pogoda w Czarnohorze
Szlaki
Facebook
Informacja w związku z RODO
Z dniem 2018.05.25 na stronie KarpatyWschodnie.pl zostaje zawieszona możliwość nowych rejestracji, dane personalne do tego dnia uległy zamazaniu (loginy, adresy email, zaszyfrowane hasła, miesce zamieszkania). KarpatyWschodnie.pl pozostaję w trybie do odczytu bez możliwości nowych rejestracji oraz logowania do kont istniejących.

Do aktywnej komunikacji zapraszamy na aktywny profil na facebook:

facebook.com/KarpatyWschodnie
Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny > Karpaty Wschodnie > Wyprawy
    
 Nazwa Użytkownika Zapamiętaj
 Hasło  
Zobacz Temat
Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny | Karpaty Wschodnie | Wyprawy
Autor Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 30-08-2011 21:33
Razem ze znajomym ze Lwowa - Tarasem(forumowy Globetrotter) wybralismy sie na 3dniowa wycieczke rowerowa.

Poki co kronika skrotowa wycieczki:

Mapka:
https://picasaweb.google.com/118323237405103399592/PrzezPrzeleczeBukowinyIHuculszczyzny#5646206633047197890

Trasa:
Pierwszy Dzien: 82km
Z Czerniowiec na poludnie ku granicy rumunskiej przez Storozyniec, Krasnoilsk, Lupka Frumoasy. Nastepnie zalesiony i stromy grzbiet Pietroszki, gdzie przepchalismy i przenieslismy rowery do wioski Falkiw. Dzien skonczylismy w Dolisznym Szepicie.

Drugiego dnia: 60km
podjazd Prz. Szurdyn(1176m), Ruska, Seliatyn, Szepit, Przelecz Dzogol, Werchni Jalowiec,

Trzeciego dnia: 121,5km
wycieczka w dol doliny Bialego Czeremoszu od Niznego Jalowca po Usteriki, Krasnoijla, Zamahore, Selo Magurka na obrzezach Werchowyny - Werchowyna, konczac w Worochcie. Zjazd z Przeleczy Kriwopilje po ciemku w blasku gwiazd - bezcenne smiley

Logistyka:
"TAM"
Poznan 19:38 - Wroclaw - Przemysl 8.40(66PLN), rower zlozony w plandeke, przewoz bezplatny. W Przemyslu rozpakowanie i 25km do stacji Mostiska II.
Mostiska II 12:50 - Lwow 14.50 (15UAH z rowerem) Granice przekraczam na przejsciu pieszym
Lwow 23:40 - Czerniowce ok 6rano (26UAH), rower zlozony w plandeke, przewoz bezplatny

"Z POWROTEM"
Worochta 2:40 - Lwow 9.10 (23UAH Plackarta), rower zlozony w plandeke, przewoz bezplatnyLwow ok 9.25 - Mostiska 11.20 (17UAH, rower zlozony jako bagaz)
Mostiska - Przemysl 30km. Granice z rowerem przekraczam na przejsciu pieszym
Przemysl 13:07 - Wroclaw - Poznan (66zl, rower zlozony w plandeke, przewoz bezplatny)

Koszty przejazdu:
w Polsce 132zl, na Ukrainie 30zl. Lacznie 162zl.
Noclegi - za darmo na wioskach.
Bagaz: maly plecaczek z rzeczami osobistymi i spiworem oraz karimata.

Edytowane przez Pe*****ki dnia 30-08-2011 21:35
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 30-08-2011 21:39
Pomysł, by objechać część Bukowiny i Huculszczyzny na rowerze padł jakiś czas temu, lecz z różnych względów nabrał przyśpieszenia pod koniec sierpnia. Taras ponaglił mnie "Piotrek, lato się kończy, niedługo będzie błoto na maksa" i się domówiliśmy na końcówkę sierpnia.

Nasza trasa w uogólnieniu:



szczegóły pod linkiem:
http://www.gpsies.com/map.do?fileId=aooauwoowvfxopbe

i statystyki przewyższeń:


We wtorkowy wieczór (przegrana Wisły z Apoelem) jechałem przez Polskę, próbując naśladować kolegów z Klubu Karpackiego(z marnym skutkiem) złożyłem rower w plandekę i wygodnie siedziałem w przedziale nie martwiąc się o zazwyczaj pozostawiany przy kiblu velosiped. Oszczędność paru złotych także, bo za taki bagaż nie płaci się dodatkowo.



Rankiem w Przemyślu szybkie złożenie roweru w jedną część, przeczekanie mega nawałnicy deszczu z gradobiciem i jadę w kierunku granicy, przekraczanie to może z 20minut (z rowerem na przejściu pieszym - bez żadnego problemu), potem jeszcze chwila do Mostisk II i siedzę już wygodnie, jem drugie śniadanie i czekam na elektryczkę którą o 12.50 ruszyłem do Lwowa.

Mostiska II:


We Lwowie spotykam się na Placu Iwana Franki z Tarasem, idziemy do Niego zostawić rower i zjeść pyszny rosół(dziękuję!) a następnie zwiedzamy Lwów, włócząc się to tu to ówdzie, obserwując różne lwowskie atrakcje. Ostatni raz na starym mieście Lwowa byłem jakieś 6 lat temu, przeżyłem niezły szok jak bardzo się to miasto zmienia. Teraz jest to dosłownie knajpa na knajpie...

Miły krasnal na kominie przy jednej z knajp zajmujących całą kamienicę:


Odwiedzamy także ulicę Łyczakowską, którą darzę dużym sentymentem, jest aktualnie w totalnej przebudowie, planowane jest "ciche" torowisko i miejmy nadzieję pozostawią kostkę brukową poza nim... Cóż, świat idzie do przodu, już nie będzie tak trzęsło w tramwaju na Cmentarz Łyczakowski jak onegdaj.



Wieczorem pijemy piwko na dachu bydynku gdzie mieszka Taras, widok na miasto zachwyca mnie, rozmawiamy o turystyce, stosunkach polsko-ukraińskich, muzyce.



Tutaj przy okazji zamieszczę linka do rewelacyjnej przeróbki pewnej piosenki Kate Perry w wykonaniu ukraińskiego lokalnego zespołu. Po prostu kosmos smileysmiley

http://www.youtube.com/watch?v=FWLVhawFOPw&feature=related
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 30-08-2011 21:44
Późnym wieczorem lądujemy na wogzale, szybkie pakowanie rowerów(w plackarcie wystarczy że masz zdemontowane jedno koło a całość zakryte dla czystości folią np. malarską - wtedy można spokojnie przewozić rower bezpłatnie ze sobą) i kładziemy się lulu. Rano ok 6 jesteśmy w Czerniowcach, krótka sesja fotograficzna po przepięknych uliczkach starego miasta



i mkniemy na południe w kierunku Krasnoilska, przez Storożyniec. Wydawało się nam że te ok 50km będzie nudne - bo po asfalcie, bo w miarę prosty odcinek, że mało lasu etc. Nic z tego, liczne wioski po drodze są uatrakcyjnieniem oraz przewyższenia góra-dół-góra-dół, sprawiają że jest fajnie



Mijają nas różne fajne pojazdy, wyprzedzanie pod górkę w modzie smiley



Co ciekawe, z Czerniowiec do Storożyńca jeżdżą dwa pociągi dziennie, zastanawiam się skąd bierze klienteli Ukraińskie Żeleźnice, skoro pociąg jedzie naokoło wzgórz ok 3h(!!!) - ok 70km, a na wprost, gdzie jeżdżą busy i my jechaliśmy jest ok 25km smileysmiley

Po drodze w wiosce Czudej przepiękny cmentarz żydowski z dobrze zachowanymi macewami



W Storożyńcu jemy obiad na śniadanie (ziemniaczki w sosie z mięsem) i jedziemy na Krasnoilsk. Ta część podróży jest zdecydowanie najłatwiejsza, oj jeszcze zatęsknimy za równym, relatywnie równymsmiley asfaltem smiley

W miarę zbliżania się do Krasnoilska widać sporo napisów w języku rumuńskim, w końcu Bukowina, ludzie też nie mówią po ukraińsku, lecz jeżeli już to po rosyjsku i w ogóle widać klimat taki, no, rumuński aniżeli huculski. Wystarczy jednak pokonać masyw górski - i następnego dnia będziemy mieli już huculszczyznę w czystej postaci.

Tymczasem dojeżdżamy do Krasnoilska:


Mijamy klimatową starą chatę, gdzie ucięliśmy sobie krótką pogawędkę z panią zamieszkującą ją.



W Krasnoilsku tory już nieużywane, za to w oddali wypiętrzyły się w naszych oczach góry, lekko nie będzie....


Jeszcze parę kilometrów za Krasnoilskiem w kierunku Łunka-Frumoasy była sielanka, szutr, las, szemrzący potok smileysmiley A potem się zaczęło.... Podejście pod grzbiet Pietroszki na początku wyglądało lajtowo:



Tutaj po pokonaniu starego wyrębu lasu, w dole leśniczówka:


Rowery w najlepszym wypadku pchaliśmy, ale dużą część podejścia musieliśmy:


Stąd na samej górze nasza radość była zrozumiała:


Pokonanie tego około 1100m grzbietu i szukanie drogi zejściowej gdzie dałoby się zepchać rowery zajęło nam ok. 4,5h. Dużo, ale z rowerem troszku wolniej te sprawy idą.

Celem na pierwszy dzień było dotarcie do tajemniczej wioski/osady leśnej Falkiw/Falków. W necie nie dopatrzyłem się żadnych zdjęć, ani słowa o tym miejscu, co jeszcze bardzie wzmogło moją ciekawość. W dodatku, Falkiw leży w ciekawym miejscu, otóż leży już po drugiej stronie wododziału przebiegającego tamże, czyli żeby dostać się do najbliższej wioski ukraińskiej trzeba pokonać Przełęcz Falkiwską ok 1050m, dużo prościej, bo w 3-4km w dół rzeki do zasieków granicznych i leżącej za nimi rumuńskiej wioski. Cóż, lubię takie miejsca.



Falkiw okazał się małą wioseczką, całkiem zadbaną. Było tam około 10 zagród, a myślałem że to będzie coś pokroju Perkalaby. Z ciekawostek, prąd jest dostarczany do wioski przez linię energetyczną jednakże w przypadku awarii ma własny duży agregat prądotwórczy który wygląda w ten sposób:

Beczka z ropą wkopana w ziemię:


I budynek z agregatem:


Krótka narada wojenna i postanawiamy jechać dalej. Mamy za sobą jakieś 70km, jednakże próbujemy jeszcze tego dnia przejechać przez Przełęcz Falkiwską i dojechać do Dolisznego Szepitu.

Podjazd jest dość długi, ale nie za stromy. W ogóle moim zdaniem mieliśmy szczęśce na tym wyjeździe z doborem kierunku marszruty. Często nasz podjazd był "w miarę", natomiast jak patrzeliśmy na stromość i trudności techniczne zjazdu z poszczególnych przełęczy, to myśleliśmy - w tą stronę to byśmy nie podjechali...

Na przełęczy jedno z wielu spotkań w tych dniach z lisowozami:


Dzień kończymy w Dolisznym Szepicie, z licznikiem ok 82km tego dnia. Taras mówi że to dużo, że jutro odczujemy zwłaszcza to targanie rowerów w masywie Pietroszki, ma rację, ale ja jeszcze tego nie wiem...

Znajdujemy nocleg w opuszczonej chacie:


Rozpalamy mały ogień i gotujemy ravioli na kolację. Nad nami piękne niebo z gwiazdami,
wokół słyszymy dzwonki i krowy...


c.d.n.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
kr*****hu
Użytkownik

Postów: 206
Data rejestracji: 24.12.07
Dodane dnia 02-09-2011 10:09
No to fajnie, że wam się udało zrealizować plany, bo już kiedyś pisałeś o chęci zorganizowania wyprawy rowerowej. Czekam na ciąg dalszy i mam jeszcze pytanie gdzie położyliście w plackarcie złożone welosipedy?
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Gl*****er
Użytkownik

Postów: 23
Data rejestracji: 13.01.10
Dodane dnia 02-09-2011 19:13
Rowery jechali na trzeciej polce. Widelec na jednej, a tylne kolo na drugiej. Mozna i caly rower zapchac na jedna polka, ale wtedy on ma sklonnosc do spadania. Miedzy dwoch polek lezy stabilno. Swobodnie mieszcza sie dwa.

Moje zdjecia z wyprawy:https://picasaweb.google.com/117503833442388512128/MGqLkE#

Edytowane przez Gl*****er dnia 02-09-2011 19:17
http://picasaweb.google.com/Globetrotter.Beskyd Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 03-09-2011 18:15
Nocleg mamy na wzgórzu, w starej chacie huculskiej. Obserwujemy leżąc rankiem jak wiele jest potrzeba pracy, by w drewnianej chacie położyć tynk a'la górski. To samo obserwowałem w Teodorówce. Do drewnianych ścian domu przybijana jest bardzo duża ilość wąskich długich deseczek, równolegle do siebie. Na to jest kładziona warstwa "tynku" - prawdopodobonie z jakiejś mieszaniny gliny, wyrównywana... Papka ta trzyma się pionu na ścianach i na suficie właśnie poprzez obecność tych deszczułek, jest tego dość gruba warstwa. Dopiero po tym bieliło się ściany. Jest to oczywiście technika średnio wytrzymała i po solidnym wyschnięciu materiału, jak w jednym miejscu zacznie odchodzić to już idzie.... smiley

Mijamy rzeczkę za którą nocowaliśmy:


Budzimy się na obrzeżach wioski Doliszny Szepit, komunikacyjnie jest powiązana z Wyżnicą, Berehometem i Czerniowcami, granica między Oblastami Czerniweckim oraz Iwanofrankiwskim przebiega na Perkalabie, Białym Czeremoszu, Czeremoszu.

Do Dolisznego Szepitu dochodzi parę autobusów dziennie nawet z Czerniowiec. Rozkładu nie było, miejscowi znają na pamięć.

Cieszymy się z nadchodzącego dnia, ja szczególnie, gdyż to dziś właśnie mamy wjeżdżać na wysoką na 1176m n.p.m. Przełęcz Szurdyn, ale wcześniej mamy parę kilometrów rozgrzewki po lekkiej tylko pochyłości, w dodatku po asfalcie, po prostu komfort smiley



Mijamy po drodze tablicę ostrzegającą o 22km ciężkiej, krętej drogi, także informację o tym że w zimowy period przejazd zabroniony, zastanawiam się jak to będzie. Pierwszy podjazd - 12% smileysmiley Myślę sobie - będzie hardkor.



Potem jednak okazało się że droga ta wiodąca na Szurdyn, zwłaszcza ze strony Dolisznego Szepitu



jest po prostu jedną wielką serpentyną, nachylenia są tam niewielkie, przyjemne akurat do jechania na przerzutce 1-3 lub 1-4, najtrudniejsze technicznie są tylko nawroty, gdzie jest sporo luźnych kamieni.



W tych rejonach, także - obowiązkowo przez drogę Doliszni Szepit - Prz. Szurdyn - Ruska - Selatyn - Prz. Płoska - Putyla odbywają się co roku mistrzostwa Ukrainy w rajdach samochodowych. W 2011 roku odbyły się dwa tygodnie przed naszą bytnością.



Wjeżdżamy i wjeżdżamy, na zakrętach czasem widzimy niesamowite widoki na doliny, niestety trzeba przyznać, że wyrąb lasów w powiatach Storożynieckim, Putylskim jest bardzo intensywny.


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Nie ma właśćiwie spojrzenia z góry w dół by nie były stoki przeorane wyrębem lub właśnie (na szczęście!!!) świeżo posadzonym lasem. To trzeba przyznać, nie widziałem za dużo starych wyrębów bez ponownego zagospodarowania. Ekstra. Wyręby są oczywiście zwałkowe - cały stok idzie pod siekierę.

Przełęcz Szurdyn, w tle namiotowanie na przełęczy smiley


Wjeżdżając na Szurdyn realizuję jedno ze swoich marzeń rowerowych, zjeżdżając widzimy nieczynny już makutki posterunek Prikordonej Służby Dzierżawnej Ukrainy, znajdujący się w baraku, jedziemy dalej i zaraz widzimy ławkę która dla mnie była i jest kwintensencją Przełęczy Szurdyn, a zdjęcie której widziałem w necie autorstwa Dymitra Antoniuka. Jednakże okazało się że nie jest ona na samej przełęczy smiley


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Na całej tej drodze górskiej, zbliżając się nieuchronnie do granicy UA-ROM zastanawiałem się w którym momencie będzie jakiś posterunek wojskowy, o którym czytałem w internecie i czy będą żołnierze robić jakieś problemy że stranieri bez "marszruty" wjeżdżą w pasmo przygraniczne.


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Mijało nas sporo samochodów, drogę tę w lecie da się pokonać sprawnym samochodem osobowym, z lekką wprawą i silną psychiką kierowcy, oraz brakiem skłonności auta do gotowania wody w chłodnicy, a także z bardzo sprawnymi hamulcami, oraz zapasową oponą.

Edytowane przez Pe*****ki dnia 03-09-2011 18:29
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 03-09-2011 18:16
Potem szalona jazda w dół, po bardzo dobrym szutrze, aż docieramy do kolejnej bardzo interesującej mnie wioski - Ruskiej. Taras pyta się mnie czy wiem skąd pochodzi nazwa...
Naiwnie odpowiadam że pewnie coś z Ruskimi, z Rosją. Tłumaczy mi cierpliwie o Rusi Halickiej, o zawłaszczeniu nazwy Ruś przez późniejszą Rosję, o tym że Kijów jest dużo starszy od Moskwy... Już wiem.

Wjeżdżając do Ruskiej napotykamy niesamowity posterunek wojska, w baraku takiej naczepie od auta pięknie pomalowanej, odnowionej, z widoczną kozą i kominem siedzi 2-3 żołnierzy Prikordonnej Służby Dzierżawnej Ukrainy. Szlaban opuszczony, żołnierz życzliwie pyta się o cel podróży, czy mamy dokumenty etc. Taras z nim rozmawia, ja jestem pół metra z tyłu i się tylko przysłuchuję, szczerze mówiąc nie mam ochoty wyciągać mojego EU paszportu, wolę być brany w tym momencie za Ukraińca, może szybciej pójdzie z tym szlabanem. Tak też się dzieje.

Bez sprawdzania dokumentów żołnierz podnosi szlaban i życzy nam miłej podróży. Szkoda może jedynie pod kątem że nie potrafię podać aktualnego statusu pobytu w tamtych terenach obcokrajowców.

Pierwsza część wsi Ruska jest jak z bajki, wysooookie wysokie grzbiety z obydwu stron wciśniętej w dolinę wioseczki, szutr, sklep w baraku etc. Docieramy na skrzyżowanie, my w lewo na KPP Ruska czyli Kordonny Punkt Propusku Ruska czy jakoś tak. Byłem bardzo ciekaw aktualego statusu tych miejscowych przejść W Ruskiej oraz Szepit po wejściu Rumunii do Unii Europejskiej. W każdym razie rozczarowuję się, przejście zamknięte na głucho, co potwierdzają mieszkańcy.

W budynku byłej strażnicy powybijane szyby etc...


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Nic to, jedziemy dalej, krótki przystanek na początku Selatyna, nowa Łada z włączonym
ruskim disco... Jakoś to nie pasuje. A może pasuje.. Jakoś Selatyna nie wspominam najlepiej i nie kojarzy mi się super.

Tajemnicza budowla w Selatynie:

Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

W centrum Selatyna jemy "potężny" obiad w barze. Tutaj ciekawostka. W barze nic nie było do jedzenia, jedynie do picia etc. Taras po krótkim uzgodnieniu z ekspedientką zostawił mnie w barze:

W skrócie: poszedł kupić zupki "chińśkie" które nam pani później w JEJ naczyniach zalała wrzątkiem, dodała chlebek, dała łyżki i skasowała za to 1UAH. Bardzo miło z Jej strony.


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Jeszcze przed Selatynem zaczęła się jazda szutrem stricte wzdłuż granicy, zasieki, płot z drutem kolczastym i prymitywne urządzenia ostrzegające żołnierzy o próbie przekroczenia.

Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Ogrodzenie nie jest pod prądem, ale ma takie urządzonka z drutu, które przy poruszeniu zamykają "obwód" i sygnalizują że coś na tym odcinku jest nie tak. Czy to działa, nie próbowałem.

Podzielone kraje drutem kolczastym, a ta sama ziemia...


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Bramka do terenu sistiemy

Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Dojeżdżamy wkrótce do Szepit, tam też robimy krótki wypad w bok w kierunku KPP Szepit,
zamknięty na głucho tak samo jak byłe przejście w Ruskiej. Szkoda, nie wiadomo kiedy znowu będzie można przekroczyć granicę w tym miejscu.... Pewnie dopiero jak Ukraina wejdzie do Ewrosojuza.


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

W Szepit oglądamy piękny wodospad "Huk Szepitski", a ja na parę minut ląduję w jedno z bystrzy, by się ochłodzić. Bajer!!!


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Z Szepit czeka nas ciężki jak się okazało podjazd pod Przełęcz Dżogol. Półtora roku temu w zimie, na koniec stycznia 2010 pokonywaliśmy tę przełęcz Ładą Nivą razem z Michałem D. Wtedy było już ciemno a mnie się wydawało że nasz kierowca Walery dokonuje cudów na tamtej drodze...

Teraz jechaliśmy w dzień.... Już mi się nie wydawało, teraz zastanawiałem się JAKIM CUDEM w śniegu On tędy wtedy przejechał. Masakra....

Pod samą przełęczą:

Zdjęcie: Taras Bandrivskyi


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Widoki takie i klimat, że nic tylko usiąść i siedzieć i siedzieć....

Zjeżdżamy zaraz do Werchniego Jałowca, jeszcze raz dziękuję żonie Walerego (Walery pojechał do Putyli) za pomoc nam udzieloną 1,5roku wcześniej i szukamy miejsca na nocleg. Ludzie coś się nie kwapią z wpuszczeniem nas pod swoje strzechy czy do stodół, ostatecznie mamy fajnie miejsce noclegow w wiacie pomiędzy Wierchnim i Niżnym Jałowcem.

Rozpalamy ognisko...


Zdjęcie: Taras Bandrivskyi

Odwiedza nas jeszcze Nadleśniczy, akurat przejeżdżał, długo rozmawiamy o tym i owym, ja początkowo siedzę cicho, potem się jednak wydaje żem z Polszy smileysmiley Sympatycznie, fajnie, uznanie nasze wzbudza fakt że sam zaczyna sprzątać butelki walające się przy naszym miejscu noclegowym, prosi o czystość i wypalenie resztek starej wiaty. Nocujemy w wiacie przy drodze, akurat miejsca na dwie osoby. W nocy parokrotnie przejeżdżają różne auta i lisowozy, nocleg 5***** smiley Wyspalim się!

Na liczniku tylko 60km. Jednak dwie przełęcze, robienie zdjęć, rozmowy z ludźmi, odpoczynki i te 80km z dnia poprzedniego gdzieś tam dały o sobie znać.

JAkieś 30min przed noclegiem mijamy biwakujących motocyklistów, rozpytują się o naszą trasę etc. Szacun mówią smiley Taras komentuje: w języku "perkalabskim" mamy u nich
RESPECT I UWARZUCHĘ smiley
c.d.n.

Edytowane przez Pe*****ki dnia 03-09-2011 18:18
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
TP*****TP
Użytkownik

Postów: 63
Data rejestracji: 27.09.09
Dodane dnia 04-09-2011 08:55
Piękna wyprawa, szczególnie podziwiam zdobywanie wysokości z rowerami na ramieniu. Nie macie żadnej teorii czemu miał służyć budynek w Selatynie?

"mamy u nich RESPECT I UWARZUCHĘ" Nie będę dyskutować, jednak zimowe eskapady TO JEST TO!!!

Edytowane przez TP*****TP dnia 04-09-2011 08:56
http://picasaweb.google.pl/tadekperek6 Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
bu*****ba
Użytkownik

Postów: 198
Data rejestracji: 25.03.09
Dodane dnia 05-09-2011 20:37
od bardzo dawna intrygowala mnie ta wioska falkow... nigdzie nie moglam znalezc zadnej informacji o niej.. za rok jest plan ja odwiedzic.

No i przypadkiem informacja upolowala mnie sama!! dzieki!!!

jest tam knajpa lub sklep?



podoba mi sie knajpa i tajemniczy budynek w seljatynie.. szkoda ze tylko przejezdzalismy tamtedy...


ta przelecz dzogol to dla mnie jedno z najpiekniejszych widokowo miejsc w karpatach!
I jakis taki spokoj...

Edytowane przez bu*****ba dnia 05-09-2011 20:38
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Gl*****er
Użytkownik

Postów: 23
Data rejestracji: 13.01.10
Dodane dnia 06-09-2011 05:15
buba napisał/a:
jest tam knajpa lub sklep?


Oprocz kilku chat i elektrowni nie ma nic...
http://picasaweb.google.com/Globetrotter.Beskyd Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 31-03-2012 18:15
Minęło zdecydowanie za dużo czasu, a ja nadal nie opisałem trzeciego dnia naszej wycieczki Dnia, na który tak naprawdę czekałem, dnia dla którego zorganizowałem i ten wyjazd. Otóż.... trzeciego dnia przejechaliśmy prawie całą dolinę Białego Czeremoszu. Biały Czeremosz łączy się z rzek Perkalaba oraz Sarata, my rozpoczęliśmy ok 10km poniżej tego połączenia i jechaliśmy wzdłuż niego dobre 50km aż do połączenia z Czarnym Czeremoszem w Uścierykach (Usteriki) - przy Czarnym Moście. Na to czekałem...

Nocowaliśmy parę kilometrów powyżej Niżnego Jałowca w wiacie:



Po dotarciu z samego ranka do Jałowca





uderzyliśmy jeszcze do miejscowej atrakcji - Górskiego Oka, jeziora pochodzenia takiego jak Jeziorka Duszatyńskie. Przepiękne miejsce, ale wjechać na rowerze tam nie daliśmy rady.



Niżny Jałowiec to dla mnie miejsce magiczne, odległe jedynie o 15km od Perkalabu gdzie końćzyliśmy z Michałem półtora roku wcześniej naszą trasę narciarską "Ku Hnitessie:, gdzie ok 10km pokonaliśmy na saniach zaprzężonych w sanie, jedynym sensownym wtedy środkiem transportu.

Zaraz poniżej Niżnego Jałowca





w stronę Hołoszyny nie mieliśmy pojęcia jak będzie wyglądać nasza droga - jeszcze rok wcześniej dało się ten odcinek przejechać jedynie Uralem czy Ziłem. Pośrodku rzeki Biały Czeremosz. Teraz na nasze szczęśćie okazało się że na wyyyysooookiej skarpie zbudowano nową drogę szutrową - wycięto w zboczu i na lajciku przejechaliśmy tamże.





Tego dnia mieliśmy do zrobienia przynajmniej 90-100km (ostatecznie zrobiliśmy dużo więcej, ale o tym za chwilę). Droga wzdłuż Białego Czeremoszu to szutrówka pokryta jednakże dość gęsto małymi kamieniami, co spowodowało że dupsko nam wytrzęsło tego dnia niesamowicie...

Trudno, naprawdę trudno mi opowiadać o tej drodze, ale to był dzień w trakcie którego zrealizowało się jedno z moich największych marzeń rowerowych i jadąc w dół rzeki nie wierzyłem własnemu szczęściu, otoczony górami, obok szumiał Biały Czeremosz, kąpałem się w nim dla ochłodzenia etc. Piękna sprawa.











W którejś wiosce w barze zjedliśmy porządną zupę, uzupełniliśmy płyny - oranżadę tzw. Żywczyk jabłkowy - pysznota.

Trafiliśmy też do Hryniawy zbaczając parę kilometrów z drogi, gdzie pół roku wcześniej zaczynaliśmy wędrówkę narciarską w Hryniawy. Naprawiano tam właśnie cerkiew:



oraz nowy most:




W okolicach Jabłonicy trafiliśmy na jedną z budowanych elektrowni wodnych w Karpatach - w pewnym momencie Biały Czeremosz przestał mocno szumieć i nie wiedziałem co jest grane. Gdy dojechaliśmy do Jabłunicy wszystko było jasne



Otóż - parę kilometrów woda Czeremoszu płynęła wielkimi rurami i potem wypływała w generatorze - elektrowni prądu. Szok, że władze ukraińśkie chcą tych elektrowni zbudować KILKASET(!!!) w Karpatach.

Po dotarciu do czarnego mostu w Uścierykach





Mieliśmy prawie godzinny reścik przy miejscowym sklepie. Później mieliśmy do wyboru jechać drogą powiatową prosto w kierunku Werchowyny asfaltem a potem już tylko 35km przez Przełęcz Kriwopilje do Worochty. Albo... albo pojechać przez Krasnoilję, Zamahorę seło Magurka przy Werchowynie i dalej dopiero reścik. Żeby nie było, rzuciliśmy monetą smileysmileysmiley

No i pognaliśmy powoli w górę - na jedną z piękniejszych przełęczy tego wyjazdu.

Po drodze swojskie klimaty:


Kosmos na przełęczy pomiędzy Zamahorą i Magurką:








Potem hardkor zjazd po kamieniach(niby droga, ale kamienie w pień) do Werchowyny, dalej już asfaltem 35km do Werchowyny. Poprzez Ilcję, gdzie widzimy Smotreca, wjeżdżamy na przełęcz Kriwopilje już po ciemku, zjazd w dół normalnie byłby mega atrakcją - tym razem bez porządnego światła, praktycznie tylko przy świetle księżyca zjeżdżamy powoli i czujnie. Do Worochty dojeżdżamy ok 22.30, kupujemy piwo smiley idziemy do ostatniego czynnego baru gdzie wydajemy resztkę kasy na pierogi a potem lądujemy na dworcu w poczekalni.

Tego dnia zrobiliśmy 120(!) km.

Tam kimamy do ok 2 w nocy gdy wsiadamy w pociąg relacji Rachów - Lwów. Rowery składamy ponownie w plandekę/folię po odczepieniu jednego koła.

Po dojeździe do Lwowa pakuję się raz dwa do marszrutki pod dworcem - rower nadal zapakowany w plandece, nie ma żadnego problemu. Jest niedziela rano a mi się śpieszy na ok 13 do Przemyśla na pociąg. Marszrutka jedzie tylko do Mostisk, nie wiem czy pojedzie czy nie pojedzie marszrutka do Szehyni, więc na szybko montuję z powrotem rower, kupuję herbatniki, sok i praktycznie na głodniaka zapodaję 30km do PRzemyśla (granica w 15min) w 1,5h - mam stresa czasowego że hej. Docieram 40min przed odjazdem pociągu, kupuję bilet, obiad na wynos w knajpce przy pks i składam rower w plandekę - przedział cały dla mnie. Jestem wykończony. Ale jeszcze tylko długie godziny i wieczorem ląduję w Poznaniu. Ponownie składam rower i jadę do domu. Wyjazd skońćzony. Bardzo bardzo udany.

Wydałem może jakieś 300zł, na trasie to chyba najwięcej na różne soki oranżady etc - jednak wciągaliśmy to w ilościach hurtowych.

Bardzo polecam Bukowinę i Huculszczyznę na jazdę rowerową, ale akurat tą trasę polecam raczej na mtb, minimalne obciążenie, minimalistyczne pakowanie(ja byłem zapakowany w plecaczek 27l na 3 dni jeżdżenia) i dużo hartu ducha. Nie polecam na trekkach, jednak pomimo że niby szutry etc to zjazdy często były na maksa kamieniste, nic przyjemnego. Normalnie dupa za siodełko, uda trzymające mocno siodełko i uda łydek drżące od wysiłku.
Czasem się zatrzymywaliśmy na zjazdach dla odpoczynku.

Razem zrobiliśmy w 3 dni ok 260-270km plus moje dojazdy okołograniczne 55km.

DZiękuję za uwagę, w razie pytań... zapraszam do zadawania. Sorry że tak długo.

Pete
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 31-03-2012 18:34
miałem oczywiście na myśli sanie zaprzężone w.... konie smiley
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
an*****oz
Użytkownik

Postów: 35
Data rejestracji: 30.12.10
Dodane dnia 15-04-2016 11:46
Szkoda, że już nie ma zdjęć
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 19-04-2016 06:26
No, szkoda... tak to jest jak podwiesilem na jakis imageshack czy cos... szkoda, bo drugi raz tej kompozycji nie zrobie. Zdjecia sa - na picasie, podesle potem linka.


Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 20-04-2016 19:41
https://picasaweb.google.com/PiotrekFijalkowski/PrzezPrzeEczeBukowinyIHuculszczyzny2527082011


Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
an*****oz
Użytkownik

Postów: 35
Data rejestracji: 30.12.10
Dodane dnia 26-04-2016 11:55
I zdjęcia Tarasa:
https://picasaweb.google.com/117503833442388512128/MGqLkE
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Przez Karpackie Przełęcze, czyli z Czerniowiec do Worochty przez Hryniawę :)
Pe*****ki
Użytkownik

Postów: 427
Data rejestracji: 19.08.07
Dodane dnia 04-05-2017 19:01
https://goo.gl/photos/Ks2cEE1LTPG7drZU7


Wyślij Prywatną Wiadomość
Skocz do Forum: