Czarnohora
Dodane przez Jacek Wnuk dnia Marzec 19 2010 23:39:20

W poszukiwaniu ginących obrazów Huculszczyzny

Wyprawa fotograficzna
Tekst i fotografie Jacek Wnuk


W oddali Czarnohora z dominującą Howerlą

W połowie marca kiedy to dnia przybywa znacząco, a śnieżna czapa przykrywa szczyty najwyższych pasm Huculszczyzny postanowiliśmy wyprawić się w tą magiczną krainę. Tym razem nie tylko po to aby odetchnąć od tempa dnia codziennego lecz w bardzo konkretnym  celu. Założeniem wyjazdu było dotarcie do ludzi i miejsc, które niosą ze sobą interesujące historie i udokumentowanie napotkanych huculskich wątków.


W drodze na Howerlę


Najwyższy szczyt Ukrainy w szacie zimowej


Prof. Krzysztof Hejke inicjator wyprawy - fotograf, podróżnik wielokrotnie gościł w Karpatach Wschodnich, pierwszy raz przemierzył Czarnohorę wiele lat temu z Jackiem Wnukiem jego ówczesnym studentem, obecnie redaktorem portalu karpaty wschodnie.pl. Wyprawy dwóch fotografów były nietypowe, nastawione na ciężką pracę, niosące wiele przygód i satysfakcji. Marcowa wyprawa była podsumowaniem pewnego etapu fotografowania Huculszczyzny, którego efektem będzie autorski album fotograficzny profesora.


Prof. Krzysztof Hejke podczas wejścia na Howerlę

Ostatnie przygotowania do wyjazdu poczyniliśmy wczesnym rankiem kiedy to pakowaliśmy sprzęt do ciężkiego samochodu. Pomimo tego, że był to już marzec pogoda przypominała środek zimy. Granica w Krościenku zaskoczyła pozytywnie, kilka samochodów, celnicy w uszankach no i ten leniwie sypiący śnieg. Tuż za granicą jak ręką odjął, droga utrzymana na biało czyli krótko mówiąc lód. Przez co dopiero późną nocą dotarliśmy do Worochty.

Poranek przywitał nas słońcem, w oddali banie cerkwi  odbijały promienie wschodzącego słońca, w mroźnym  powietrzu unosiły się dymy z kominów. Ruszyliśmy w poszukiwaniu elementów dawnej Huculszczyzny. Na wzgórzach nad Worochtą natrafiliśmy na wiekowe chaty i ludzi żyjących jak za dawnych lat. Ciepli i otwarci a zarazem z zacięciem góralskim, ugościli nas egzotyką, a mieli czym; grą na trembicie, jazdą na saniach z koniem i opowieściami o życiu wysoko pod połoniną.


Worochta śnieżna i mroźna

Wieczorem zaczął znów intensywnie padać śnieg, lecz kiedy rankiem otworzyliśmy oczy błękitne niebo zapowiadało piękną pogodę. Był to idealny moment aby wyskoczyć gdzieś wysoko na grań. Ruszyliśmy w kierunku Czarnohory. W porannym słońcu biało czarne pejzaże same się komponowały. Widok z doliny Prutu na wysokości Zawojeli na Czarnohorę zapierał dech w piersiach. Jeszcze tego samego dnia byliśmy na Howerli. Czarnohora latem jest mało fotograficzna teraz zimą była księżniczką. Narty skiturowe skutecznie ułatwiły nam poruszanie się co sprawiło, że więcej energii mogliśmy poświęcić na fotografie. Całe pasmo pokryte było pokrywą śnieżną sięgającą miejscami do 2 – 3 metrów.


Obejście Huculskie w okolicy Worochty


U Hucułów w chacie

Kolejne dni na Huculszczyźnie leciały bardzo szybko. Odwiedziliśmy wiele miejsc w dolinie Czarnego Czeremoszu, dalej skierowaliśmy się na Kosów i Kosmacz.

Docierając do ludzi, którzy zachowali wiele rzeczy upamiętniających Huculską  przeszłość dokumentowaliśmy fotograficznie wiele z nich. Może są to już elementy ginące, wypierane przez cywilizację. Obym się mylił, a huculska  kraina pozostała krainą pasterzy i połonin.