Karpaty Wschodnie - Ukraina, Rumunia - Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Świdowiec, Hryniawy i Czywczyny
Strona główna · Noclegi · Artykuły · Wydarzenia · Fotogaleria · Do pobrania · Linki · ForumCzerwiec 27 2017
Menu
Strona główna
Karpaty Wschodnie
Informacje praktyczne
Artykuły
Wydarzenia
Fotogaleria
Do pobrania
Linki
Forum
Kontakt
Szukaj
Ostatnie Artykuły
Karpaty Wschodnie Ja...
Album fotograficzny ...
Geologiczna podróż p...
Konserwacja szlaków ...
Mapa Czarnohora dla ...
Użański Park Narodow...
Szlaki turystyczne w...
Użański Park Narodowy
Huculska Izba Muzeal...
Czarnohora i Karpaty...
Akcja Świdowiec
III Karpacka Biesiad...
Ankieta
Czy popierasz inicjatywę znakowania szlaków w ukraińskich Karpatach?

Tak

Nie

Nie mam zdania

Losowe zdjęcie


Połonina Borżawa
Ratownictwo
Ratownictwo
Pogoda w Czarnohorze
Szlaki
Facebook
Chatka u Kuby – „na wysokiej połoninie”
Chatka u Kuby – „na wysokiej połoninie”


 – O, a tu wisiała kiedyś moja kołyska! – Iwan z szerokim uśmiechem pokazuje na przymocowany na dwóch hakach drewniany drążek pod sufitem. Rozpromieniony krąży po rodzinnym domu, w którym przez ostatnich piętnaście lat nie mieszkał nikt ani z jego krewnych – budowniczych tej przepięknej, 79-letniej huculskiej grażdy – ani z jej poprzednich właścicieli. – Te drzwi, o te, to mój dziadek przyniósł na plecach z Popa Iwana! …po ewakuacji. – dopowiada, widząc nasze zdziwione spojrzenia.
Zastanawiamy się, ile tajemnic kryją jeszcze przed nami stare, mądre belki, spłowiałe od słońca i hektolitrów deszczu gonty, intarsjowane krzyżyki z ciemnego drewna, zdobiące ściany kuchni…

Zagadkowe krzyżyki

Gospodarz

Cała historia rozgrywa się na rozległej połoninie Kosaryszcze, położonej malowniczo pomiędzy głęboko wciętymi dolinami Bystreca i Dzembroni, u stóp ukraińskiej Czarnohory. Dziesięć lat temu, w 1999 roku, Kuba Węgrzyn, z wykształcenia muzyk, a z zamiłowania alpinista i przewodnik, po raz pierwszy przyjechał w te okolice. Na zmieniających się z biegiem czasu zasadach przyjmował w dzierżawionej od miejscowych chacie (dziś zwanej „Dmytrową Chatą” i wciąż pozostającej pod opieką Kuby) polskich turystów i prowadzał ich po górach coraz to nowymi, ciekawszymi ścieżkami. Nieraz zdarza się słyszeć, jak miejscowi proszą go o pokazanie któregoś z dzikszych spośród odkrytych przez niego starych szlaków.


Kuba

…powiedz, czy gdzieś piękniej jest – śpiewa Kuba w jednej ze swoich piosenek; demony Czarnohory opętały go szybko i na tyle mocno, że już po kilku latach zaczął rozglądać się za własnym domem. Niełatwo było znaleźć chatę do kupienia. Miejscowi w większości pozbyli się już nieużywanych nieruchomości i gruntów, a swoich największych skarbów strzegli, trzeba przyznać, dość zaciekle. Do takich zalicza się bowiem również dzisiejsza Chatka u Kuby, o którą Kuba wraz z Jurą, przyjacielem z Kijowa, musieli starać się przez długie lata. Nareszcie w listopadzie 2007 roku pękła zmowa milczenia: za wstawiennictwem jednych z najbliższych sąsiadów udało się nawiązać kontakty z poprzednimi właścicielami domu. Czas był po temu – już „zdjęto” z niego numer i chciano przenosić w częściach do jednej z sąsiednich wiosek… Jak na nigdy nieremontowany dom – chatka znajdowała się w dość dobrym stanie, choć należało jak najszybciej uszczelnić dach i zapobiec zapadaniu się jej północno-zachodnich ścian.




„Muszę tu zamieszkać na stałe”

Na przełomie czerwca i lipca zeszłego roku Kuba wyjechał na Słowację, żeby zarobić trochę pieniędzy na przeprowadzkę z Polski i dalsze remonty chatki. W Dmytrowej Chacie jako p.o. gospodarza zostałyśmy we dwie ze znajomą. Przy znikomym ruchu turystycznym (odwiedziło nas zaledwie parę osób) miałyśmy zdecydowanie dużo czasu na czytanie książek i włóczęgi po okolicy. Pogoda była piękna, cokilkudniowe burze spektakularne, a łąki pełne barw… Nawet ze spędzonego w górach dzieciństwa nie pamiętam takiej ilości kolorów, zapachów i odmian kwiatów i ziół.

Kuba prosił, żeby zajrzeć kontrolnie do nowej chatki po drugiej stronie Kosaryszcza. Przed wyjazdem zdążył ją nieco podnieść przy pomocy podnośnika hydraulicznego, zabezpieczyć wejście, wprawić szybę w okienku od strony Bystreca, jako tako uszczelnić dach i szpary między belkami, uprzątnąć mały pokój z na pół zawalonym piecem… Chata, tonąca w upstrzonych kwiatami trawach Kosaryszcza, prezentowała się ślicznie. Jakież jednak było nasze zdziwienie, kiedy podeszłyśmy bliżej! Zdobiony zamek w drzwiach obluzowany, drzwi otwarte, a z łąki na werandę ktoś przerzucił kuchenną ławę, pełniącą teraz funkcję… podestu dla koni! W okolicy przechadzało się nawet kilka z nich; wyglądały na zdecydowanie zdziwione naszą wizytą.
Z wnętrza chaty zginęło parę bezwartościowych przedmiotów. Naprawiłyśmy zamek, zdjęłyśmy podest… Napisałyśmy sms do Kuby. Odpowiedź? „To znak, że muszę mieszkać w chacie na stałe. Niedługo przeprowadzka!”.
    Plany Kuby niespodziewanie pokrzyżowała lipcowa powódź. Za zarobione na Słowacji pieniądze zdążył przetransportować większość swoich rzeczy do Dzembroni, gdzie, osłonięte lekkim daszkiem, przeleżały aż do października (tuż obok, dzieląc podwórko na dwie połowy, płynęła przez kilka dni mała, ale rwąca rzeka).
Zły stan dróg po powodzi i inne niesprzyjające okoliczności nie pozwoliły na wcześniejsze przewiezienie szpargałów Kuby do chaty.     W pierwszej połowie października odwiedziło nas jeszcze paru turystów; dopiero pod koniec miesiąca można było porządnie zabrać się za prace przy nowej chatce. Udało się też wreszcie załatwić odpowiednich rozmiarów środek transportu (trzeba było zmieścić na pakę m.in. 120 l masy dysperbitowej do impregnacji dachu czy kilkudziesięciokilowy wkład do kominka); przy pomocy uczynnych turystek, Magdy i Ani „od zegara”, Kuba zdołał wreszcie dotransportować swój dobytek do nowego domu.

Czarnohora

Wichrowe wzgórze

Niestety, wciąż nie udało nam się doprowadzić wody do domu – szybkie, wyżowe przymrozki uniemożliwiły zakopanie ponad 200m rury; zdążyliśmy jedynie wybudować tamę, spiętrzającą wodę. Niezmiennie optymistyczne prognozy zakładały ciepłą pogodę i brak śniegu aż do początku grudnia. Pokrzepiony takimi wieściami Kuba postanowił spędzić listopad pracując na Słowacji.
Zostaję więc sama w nowej, ledwo urządzonej chacie. Pierwsza połowa miesiąca cudna: dużo słońca, ciepłe dni i chłodne wieczory. Piękna widoczność; żałuję, że wciąż nie udało się podłączyć Internetu – może ktoś z niewykorzystanym urlopem dałby się namówić na spontaniczny przyjazd…? Tymczasem – nikogo. Czytam ukraińskie książki, dużo czasu spędzam u sąsiadów, a jedyna osoba, z którą rozmawiam po polsku, to Jura z Kijowa. Po paru dniach przynoszę w worku i ciemną nocą „zamówionego” u znajomych kota; całą drogę przemawiam doń czule i… po ukraińsku. Po tygodniu wertowania map i słowników w poszukiwaniu godnego dlań imienia, natrafiam na WIG-ówkę Gorganów. Chwilę patrzę na nazwy szczytów, spoglądam na czarny kłębek, pochrapujący na poduszce… Mam! Pożyczone od jednej z gór: Urya.

Chata u Kuby Czarnohora

W okolicach 20 listopada zrywa się mocny, huraganowy wiatr od północnego zachodu. Nie śpię przez prawie trzy doby – tak „pracuje” chata. Pierwszą noc spędzam na uszczelnianiu pianką szpar w podłodze. Kot na parę dni znika, śpi na dworze; boi się trzeszczenia desek i zawodzącego wiatru. Po paru dniach takiej pogody, kiedy nawet przyniesienie drewna wiąże się ze sporym wysiłkiem (wieje tak mocno, że przewraca mnie z 20-kilogramowym ładunkiem drzewa w plecaku), nagle coś się zmienia. Howerla znika w białym tumanie… Następnego ranka okolicę pokrywa już gruba warstwa śniegu.
Czy to był huragan, czy zwykły, mocny wiatr? Warto porównać wypowiedzi dwójki sąsiadów: „Taki wiatr, że się bałam, że urwie dach! Nigdy aż tak tu nie wiało!” i „Eee, zaraz huragan... U nas zawsze tak jesienią”.



Duch miejsca

Najbliższy sąsiad powiedział kiedyś Kubie, że na naszej 3-kilometrowej połoninie Kosaryszcze od strony Bystreca stało po wojnie ponad trzydzieści chat. Dziś, licząc gospodarstwa położone blisko wsi i domy letniskowe, znajdują się tu ledwo 4 budynki.
Inna historia: szukaliśmy kiedyś miejscowego rezydenta, który mógłby za opłatą przez 2–3 tygodnie zaopiekować się chatą podczas naszej nieobecności. Pytamy u jednych gospodarzy, drugich, trzecich… Wszyscy odmownie kręcą głowami. W końcu słyszymy: „Ale Kuba, przecież to takie straszne odludzie, kto by chciał tam mieszkać? Przecież od Was nie widać żadnego innego domu!”… Nie widać, to prawda. Dla nas to jednak nie problem – inaczej, niż dla miejscowych, przyzwyczajonych do życia w jakkolwiek pojętej gromadzie. Dla naszego zamysłu, schroniska-chatki – taka pustka to duży plus, tak samo jak konie wędrujące swobodnie po całej połoninie czy to, że zimą za chatą często kręcą się wilki. Kiedyś usłyszeliśmy też, że to taka „szczęśliwa chatka: nikt w niej nie umarł, nigdy nie zapaliła się od pioruna”. Podobno właśnie od pożaru i błyskawic ma chronić dom pięć intarsjowanych krzyżyków na kuchennych ścianach i sosrębie.
    Miejsce jest bez wątpienia magiczne. Kuba, hucułofil pełną gębą, marzy o odtworzeniu wewnątrz i wokół chaty klimatu takiego jak dawniej; chciałby biegać w soroczce, pędzić dobry samogon i piec chleb w tradycyjnym piecu, a na weselach i chramach (odpustach) występować w pełnym huculskim przyodziewku i z reprezentacyjną bartką (zdobioną ciupażką) w ręku. Do tego dąży, zbierając miejscowe skarby i skupując je od miejscowych, słuchając starych opowieści i zawstydzając tubylców tym, że coraz częściej to on, „góral z wyboru” – jest bardziej huculski niż Huculi…

Chata u Kuby Karpaty Wschodnie


Codzienność i plany

Dziś mieszkamy w chacie na stałe, zazwyczaj razem, czasem na zmianę – bo któreś musi wyjechać do Polski. W styczniu spotkała nas nieprzyjemna niespodzianka na ukraińskiej granicy: okazało się, że przekroczyliśmy półroczny limit przebywania na Ukrainie (90 dni) i musimy swój występek odpokutować. Kubie zabroniono wjazdu na teren Ukrainy na miesiąc, mi na półtora. Najgorsze, że wiedząc o dziwnych przygodach Polaków, wracających do kraju, poszliśmy do werchowyńskiej paszportówki, gdzie zostaliśmy uspokojeni i zapewnieni, że nie popełniliśmy żadnego wykroczenia, jesteśmy tu legalnie i po podbiciu kartek imigracyjnych na nowy, 2009 rok będziemy mogli bez problemu wrócić na Ukrainę. Spakowani na 4-5 dni wyruszyliśmy do Przemyśla, opiekę nad domem na ten czas powierzając zaprzyjaźnionym turystom. Dalej – już wiadomo; na szczęście powiadomieni o naszej przygodzie sąsiedzi zaopiekowali się chatą i Urią. Nam natomiast „wygnanie” udało się przepędzić miło i komfortowo w domu/schronisku Wojtka Judy na Balnicy. Dziękujemy, Wojtku!
    Dziś przyjmujemy turystów tylko w pokoju na pierwszym piętrze, w razie potrzeby w korytarzu i kuchni; spać trzeba na podłodze z własną karimatą. Piec zastępuje nam wkład kominkowy i piecyk typu „koza”; bez wymurowania wtórnych fundamentów pod chatą stawianie nowego pieca jest niemożliwe. Wodę nosimy co dzień ze źródła, a drzewo – z braku konia i czasu przed zimą – plecakami z pobliskiego lasu. Bez problemu „da się wytrzymać”, jednak nasze ambicje są nieco wyższe; chcemy uratować ten dom i tchnąć w niego życie. Chata jest już częściowo podniesiona i uszczelniona, a kuchnia – serce przyszłego schroniska – urządzona, pełna życia i kolorów. Przed zimą zdążyliśmy spiętrzyć wodę w źródle, przed awarią piły – ściąć parę drzew, postawić sławojkę, wymurować dwa kominy, wstawić brakujące okna i drzwi...

W ciągu najbliższych miesięcy czekają nas jeszcze m.in.:
– impregnacja i uszczelnienie dachu,
– budowa wtórnych fundamentów – podniesienie i podpiwniczenie chaty, urządzenie węzła sanitarnego (ukryte w piwnicy prysznic, WC i – w zamyśle – bania),
– budowa tradycyjnego, huculskiego pieca,
– zamontowanie dwóch okien dachowych, urządzenie i ocieplenie sypialni dla turystów na przestronnym, ponad 90-metrowym strychu,
– doprowadzenie wody i prądu do chaty (230 m rury i 600 m kabla),
– dobudowanie schodów wejściowych, umocnienie werand i balustrad.

W dwie osoby i bez pomocy z zewnątrz trudno będzie temu podołać. Nie ukrywamy, że ze stałym pobytem w chacie, koniecznością remontów i osłabionym – bo pozasezonowym – ruchem turystycznym wiążą się znaczne problemy, głównie finansowe. Zwłaszcza późną zimą i na przedwiośniu trochę brak już zapału, pieniędzy (na życie, nieustanne naprawy i innowacje), chętnych do pomocy rąk, czy po prostu turystów...
Entuzjazm Kuby udziela się na szczęście coraz większej ilości osób. Wiemy, najtrudniejsze są początki – a to przecież pierwszy rok w nowym miejscu, i po raz pierwszy chatka funkcjonuje właściwie bez przerw… Nasza nowa strona internetowa jest już „w drodze”; kiedy wreszcie ruszy – łatwiej będzie rozreklamować akcję ratowania chatki i znaleźć dla niej sponsorów. Również w tym celu planujemy reaktywację utworzonego półtora roku temu Towarzystwa Czarnohorskiego.

Co możemy Wam powiedzieć: przyjeżdżajcie, a jeśli ktoś chciałby mieć swój wkład w powstanie pierwszego polskiego schroniska na Huculszczyźnie – piszcie na e-mail: markub1@o2.pl lub dzwońcie pod numer: +380 6789 44 004 (UA, Kyivstar). Jak zawsze w takich wypadkach – przydatna będzie każda forma pomocy.



Jesteśmy tu cały czas, działamy i czekamy odwiedzin – будемо раді Вас бачити!

tekst: Katja (katarzyna_wojslaw@yahoo.com)
zdjęcia: fotograf z grupy K. Wiecha (VIII 2006), Bolek Rosiński, Piotr Rzyski z Gdańska, Kuba Niedźwiedź, Dorota Białogłowicz, Katja, Piotr z Krakowa, Grabi, Piotr Abramczyk, Paweł Marciniszyn.


Dodane przez Jacek Wnuk dnia marzec 29 2009 18:56:26 19 Komentarzy · 33880 Czytań · Drukuj
Komentarze
Wikmar dnia marzec 30 2009 05:51:05
Ładny, "klimatyczny" tekst. Mam nadzieje, że zainteresuje przyszłych gości i pomocników. Jak się wstepnie umawialiśmy, planujemy pobyć w okolicy w sierpniu br. Pozdrawiam serdecznie -
Wikmar
norbi dnia marzec 30 2009 07:13:29
mam nadzieje że wszystkie wasze plany wypalą,a i ludzie pomogą !!Czekamy na stronke .
kerol dnia marzec 30 2009 17:28:48
Dacie rade,wierze w to.Chce u Was być na początku czerwca[człowiek planuje,Stwórca maluje].Pozdrowienia z Wrocławia.Kerol
mirekost dnia marzec 31 2009 08:02:48
Naprawdę pięknie! Reklamuję Was wśród znajomych i nie mogę się już doczekać spotkania z Czarnohorą i z Wami w czerwcu. Mam już następnych chętnych na przyjazd!
Pozdrowienia z Bielska-B.
Magdabiala dnia marzec 31 2009 22:48:54
Bardzo sie ucieszyłam,jak zobaczyłam Wasze "buziole " na zdjęciach...i magiczna chatę...wybieram sie do Was na jesieni. A teraz artykuł wydrukuje i zawiozę na rzęchowisko na Hale Kondratową...wszyscy sie ucieszą...Do spotkania Kochani....Magda
Mamzelka dnia kwiecień 03 2009 11:10:52
K&K,
dzięki za wczorajszy e-mail, to niesamowite, że w takim miejscu, bez prądu, wody i innych cywilizacyjnych udogodnień, macie już internet... Nie mogę się doczekać lata, bo wtedy was odwiedzę i chętnie pomogę w pracach przy chatce, a nawet - na miarę moich mozliwości - zasponsoruję jakis konieczny zakup... Pilnujcie kota, bo jest taki śliczny... A co do psa, który ma być u was - czyżby Dmytrowa suczka miała mieć młode?
Póki co, ściskam was. ;) Marysia
Katja dnia kwiecień 05 2009 00:19:26
Kochani,
dzięki za miłe słowa. Już się cieszymy na Wasze przyjazdy - my i chatka, bo ona lubi ludzi smiley U nas już wiosna! 20 stopni na dworze, słoneczko... Tylko szczyty Czarnohory jeszcze mocno białe.
Wszystkiego dobrego wsjem!

PS. Magdzie, Marysi i chłopakom z Częstochowy ślemy całusy szczególne :*
PS.2. Marysiu - masz rację, będzie psiak właśnie od Dmytrów; czekamy, aż podrośnie i zmężnieje, a głodny, smutny wilk przestanie się włóczyć za chatą.

Pozdrawiamy ciepło i czekamy na Was - o, tu właśniesmiley
k&k
Mamzelka dnia kwiecień 14 2009 20:32:13
Hej wy tam z widokiem na Howerlę !

Może i Howerla nie jest zbyt ładną górą do zdobycia, ale nazwę ma tak śliczną, że wybaczam jej wszystkie spaskudzenia i ludzkie przewinienia wobec niej.
Zazdroszczę wam, że możecie sobie patrzeć na znikający śnieg na szczytach Czarnohory. Ale sympatycznie wam zazdroszczę, czyli cieszę się, że choć to nie ja, to wy....

Życzę wam pięknej huculskiej Wielkanocy (to już w tę niedzielę ?). Pozdrówcie wszystkich znajomych Hucułów i mówcie im ode mnie Kristos Voskres, tak jak mam napisane na pisance dostanej od Olenki.

Całuski. Marysia
country_1 dnia kwiecień 17 2009 12:20:08
Urocze!!!Odważyliście się na ...spełnienie moich planów sprzed ładnych paru lat.Myślę,że ludzie,zwłaszcza po przeczytaniu tej strony,pomogą.Czy "wojslaw" w adresie to może związany jest z nazwą podmieleckiej miejscowości ?
Katja dnia kwiecień 18 2009 10:25:57
Hm, Wojsław to nazwisko. To z tym nazwiskiem są związane nazwy miejscowości - Wojsław, Wojsławice, Wojsławowice. Był taki ród staropolski, był taki komes za czasów Bolesława III...smiley
Pozdrawiam serdecznie!
k.
PS. Jutro prawosławny Wełykden, Marysia słusznie pisze. Będziemy się więc witać jak wyżej smiley
Jamolek dnia kwiecień 21 2009 21:16:47
Bardzo zaciekawiła mnie Wasza chatka (myślałem Was kiedyś odwiedzić jako turysta) i szczerze mówiąc zazdroszczę. Ale mam propozycję która może być ciekawa a mianowicie: należę do ludzi tzw "złotych rączek" i umiem zrobić przy domu wszystko lub prawie wszystko przez elektrykę , naprawę sprzętów, betonowanie, budowę elektrowni wodnych i wiatrowych do rzeźbienia w drewnie (mój dziadek którego niestety nie znałem bo zginął na wojnie budował domy z drewna na Białorusi i coś mi po nim pozostało a kilka z nich jeszcze stoi) . Najgorzej to u mnie z czasem, ale myślę, że skoro szukacie kogoś do pomocy to może udałoby mi się trochę go wygospodarować i Wam pomóc. Byłoby mi bardzo miło.
Oczywiście nie narzucam się ale jeśli jesteście zainteresowani to proszę o kontakt . Pozdrawiam Jamol mjamnik@op.pl
kroulique dnia maj 12 2009 07:18:37
Spasy Boh! Przecież to wcielenie moich marzeń! Tylko ja nie wiem jak to zrobić...?! Drodzy! Bardzo bym chciał do Was przyjechać, napiszcie proszę czy można na przełomie sierpnia i września? Jaki jest koszt pobytu, jak dojechać itd... Nigdy nie byłem na Ukrainie, choć kocham język ukraiński , a Karpaty to moja miłość! Proszę o kontakt! Najserdeczniej pozdrawiam!
Maciej- (kroulique@gmail.com)
Katja dnia maj 16 2009 07:17:44
Maćku, zapraszamy najserdeczniejsmiley I za obrazki (Maciek podsyła nam bieszczadzkie pejzaże do galerii/aukcji) dziękujemy z góry; zawisną obok zdjęć Naszych Najulubieńszych Klawiszysmiley. A na maila już odpisuję. Szczastlywo wsjem!
kroulique dnia maj 24 2009 17:56:50
Dzięki Kasiu! Zobaczymy czy się uda... Obrazki już wysłałem - polecony priorytet, na podany adres. Mam nadzieję, że doszły i wszystko jest OK?
Serdecznie pozdrawiam!
Maciek
marcello2 dnia czerwiec 21 2009 19:55:53
Dwa tygodnie temu wróciliśmy z Czarnohory. Przypadek (albo i nie) spowodował, że na 3 dni zamieszkaliśmy w nowej chatce u Kuby na Kosaryszczu. Dzięki idealnemu opisowi drogi z smsa od Katji dotarliśmy szczęśliwie do ciepłej, suchej chatki. Co prawda Kuby ani Katji nie było, ale byli za to Jura i Lonia - jak to powiedział sam Jura - "dwaj zajebiści goście".
Klimat jaki tam stworzyli nam jest nie do opisania. Czuliśmy się tam jak w domu. A spanie na ławie czy na podłodze nikomu nie przeszkadzało. Wielki szacunek dla chłopków - takich ludzi to ze świecą szukać. I nawet Urię udało się nam obłaskawić smiley . Mimo, że nie udało się nam przejść całego pasma Czarnohory, to dzięki chatce był to dla nas niesamowity wyjazd. A nawet chyba tak wyszło lepiej, bo... mamy motywację, żeby tam szybko wrócić. I na pewno zatrzymamy się w chatce smiley. A swoją drogą to jestem zainteresowany nożem, który Kuba zrobił dla Loni. Tylko kwestia ceny i przesyłki...
Wkrótce zdjęcia z wyprawy na www.picasaweb.google.pl/marcello2toja1
Pozdrawiam i jeszcze raz serdeczne dzięki! smiley
Marcin
Mamzelka dnia czerwiec 25 2009 17:07:03
Kuba, piszę i kasuję, piszę i kasuję, bo nie wiem jak mam zapytać, ale w końcu zapytam wprost: czy wszyscy mają się dobrze? Dziadek Kiedrowaty, Baba zza Górki, Kalina matka Dmytra... i innni...
Nie mogę się doczekać jak już tam będę.
Marysia
Andrzej Gryzon dnia lipiec 14 2009 09:18:14
To był wspaniały tydzień z Kubą który zapewnił nietypowe rozrywki i wypełnienie czasu.Roboty to u Kuby nie brakuje każdy znajdzie zajęcie.Plan na przyszły rok już powstaje ,bez wizyty w ,,Chacie,,się nie obejdzie.
Pozdrowienia dla byłych i przyszłych gości i oczywiście gospodarza.
Magda i Andrzej.
henios dnia luty 25 2010 08:09:30
Witaj Kuba,będzie prawie 10-lat (w czerwcu), jak byliśmy u Ciebie.Widzę,że nic się nie zmienia,chata inna ale jaby taka sama.Było pięknie ,pewnie pora ,żeby znowu przyjechać -daj Boh.Wiesz ,że nawet ostanio właczyłem kaętę z Twoją muzyką ... i do tego wspomnienia , smak i stany po użyciu samohonu marki "Smotryczanka".impreza z drwalami w deszczu na przystanku i ser przyniesiony z gór w opakowaniu z firanki.Wspomnień czar ,Czarnohory czar....pozdrawiam Cię -heniek
Sasza Nuzhnyj dnia lipiec 13 2010 16:35:23
Cześć, Kubo! Zajrzałem internetowo do twojej chatki i naprawdę jestem pod wrażeniem! Teraz jak tylko ktokolwiek bedzie pytał o nocleg w Bystrzcu lub Dzembroni - uwierz mi - będę twoim kontragentem!!!
Pozdrawiam!
Sasza
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 56% [9 Głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 44% [7 Głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 0% [Żadnych głosów]
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Online
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch: 1,224
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Ostatnio dołączył: Barnaba
Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Rumuńskie Karpaty w ...
VINCENZ Stanisław (1...
Zimowy Pikuj na rak...
Res Carpathica - Na ...
Restauracja budynku ...
Najciekawsze Tematy
Fotozagadka [200]
Restauracja budyn... [147]
Co myślicie o zlo... [145]
Dojazd własnym sa... [123]
Głos w dyskusji o... [89]
Reklama
Polecamy
Wydawnictwo Ruthenus
Portal Vincenzowski
Szukasz noclegu?
Noclegi KarpatyWschodnie